czwartek, 12 grudnia 2013

Wściekłość i groza. "Szczęśliwa ziemia" Ł. Orbitowskiego

Czytając „Szczęśliwą ziemię” Łukasza Orbitowskiego, przyszła mi do głowy myśl, że pisarz być może przez całe życie, w każdej swojej kolejnej powieści, mierzy się z tym samym, wybrzmiewającym gdzieś w głębi jego czaszki pytaniem. W przypadku książek Orbitowskiego pytanie, które echem odbija się w każdej z nich, brzmi: Co nami kieruje, co determinuje nasz los w świecie, w którym nie ma Boga? I tym razem odpowiedź wybrzmiewa nie tylko wyraźnie, ale i niezwykle groźnie.

(...)

Krytycy mówią zgodnie, że to jedna z najważniejszych polskich powieści o dojrzewaniu i dojrzałości dzisiejszych trzydziestoparolatków. Ale to także dowód wielkiej (być może na przekór swemu pokoleniu) dojrzałości autora. Orbitowski wreszcie nie przestraszył się historii, która zalęgła się w jego głowie. W pewnym momencie nie wiemy już, dokąd nas ta opowieść zaprowadzi, wątpimy, czy będzie miała jakiekolwiek zakończenie i to jest jej ogromną wartością: każdy fragment jest na tyle ważny, że nie obchodzi nas coś tak prozaicznego jak zakończenie. Chociaż i to się Orbitowskiemu udało – zdołał doprowadzić ją do końca po mistrzowsku – chłodno i bezlitośnie.

A melancholijny, przejmujący smutek, obecny w każdym zdaniu, pozostaje z nami na długo. Odłożenie książki na półkę niczego nie zmienia – byk nie pozwala o sobie zapomnieć. Bo wszyscy nosimy go w sobie.

Całość w najnowszym numerze Reflektora:
http://www.rozswietlamykulture.pl/ziny/reflektor_05_2013.pdf#page=75

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz