czwartek, 3 stycznia 2013

Werbigeracje, degeneracje, szaleńcze narracje

Na łamach styczniowego numeru "Znaku" moja recenzja "Morfiny" Szczepana Twardocha.
O czym piszę z radością tym większą, że to moim zdaniem najlepsza powieść minionego roku.

"W Morfinie – najnowszej książce Szczepana Twardocha – niełatwo przyporządkować proste kategorie. Z pewnością można powiedzieć, że to powieść obyczajowa i psychologiczna, ale przecież także historyczna, choć sama historia nie jest w niej najważniejsza. Jest przy tym niezwykle męska – i właśnie dlatego traktuje głównie o kobietach. Ale przede wszystkim to powieść antyheroiczna.
Konstanty Willemann jest antytezą bohatera – człowiekiem wewnętrznie pękniętym, rozdartym, żyjącym w dziwnym zawieszeniu, będącym znikąd i zewsząd jednocześnie, obsesyjnie poszukującym własnej tożsamości. A jednocześnie ciągle uciekającym przed natarczywym, powracającym pytaniem: „Kim jestem?”. Uciekającym w na pozór beztroski żywot birbanta, oddającego się nałogom i rozwiązłości."
(...)

Nieco obszerniejszy fragment dostępny jest na stronie "Znaku". Całość - w wydaniach papierowych i elektronicznych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz