sobota, 13 marca 2021

Inna, czyli śląska

W nowym (absolutnie wspaniałym) eseju poświęconym literackim przekładom, wydanym właśnie przez Wydawnictwo Karakter, pisze profesor Sławek: “Między wielkim światem (literatur i języków) a małą ojczyzną (jednego języka, może nawet lokalnej mowy słusznie domagającej się – jak mowa śląska – swoich praw) tłumacz odnajduje dla siebie zadanie do wykonania. Inaczej mówiąc: podejmuje trud wędrowania między obczyzną a ojczyzną w przekonaniu, że różnica między nimi będzie sprzyjała powstaniu jakiejś nieweryfikowalnej wspólnoty nieznanego, choć zrozumiałego języka.”

Choć trop śląski się pojawia, to myślę o tym raczej w szerszym jego kontekście. Oto za chwilę znów nas zliczą, każą się określać, dbając jednocześnie, by to określenie było utrudnione, by wybór nie był wyborem łatwym, ale zagmatwanym, ukrytym, dosłownie “innym”. Jest więc śląskość po raz wtóry stawaniem i mówieniem nie tyle “Jestem Ślązakiem/Ślązaczką”, co “Jestem od was inny/inna”. Zamiast owej wspomnianej przez prof. Sławka wspólnoty, mamy oddzielanie. 

Można by zapytać: czy powinno nas to jeszcze dziwić? Raczej nie. Ale nieodmiennie smuci. Te ciągle, z konsekwencją rzucane kamyki, zwykle zupełnie niewielkie (choć czasem całkiem spore) sprawiają, że niewiele już spoza tego wału widać. Kiedy dziesięć lat temu zaczynałam pisać o śląskiej literaturze w Nowej Gazecie Śląskiej, śląskość była niewątpliwie na fali wznoszącej. Wydawało się nam, że może jeszcze nie teraz, że za chwilę, za kilka lat… Że trochę pracy, konsekwencji, że może coś się zmieni… Że damy radę, możemy, że po prostu trzeba ten Śląsk inaczej, na nowo opowiedzieć i w końcu nas zrozumieją. Ale nie – to się nie wydarzyło. Przyszło rozczarowanie związane z ciągłym natrafianiem na mur podejrzeń, niezrozumienia, niechęci. Spora część tamtej energii gdzieś uleciała, rozpierzchła się. 

Ale – i tu kryje się ów zaskakujący paradoks – została nam literatura. Kiedy trzynaście lat temu prof. Kadłubek napisał po śląsku swoje “Listy z Rzymu” były one kuriozum. Nie w Polsce, ale tu, na Śląsku. Jak to tak…? Po śląsku wówczas mówiono, ale pisano bardzo rzadko, na małą skalę – tu jakiś felietonik, tam post na Facebooku. Nic wielkiego. I nagle: bum! Literatura. Żadne tam nieśmiałe próby, żadna tam pop-literatura, tylko od razu TO. A potem już poszło. Dziwne stawało się powoli coraz mniej dziwne. Tu Ajschylos, tam Dickens. Kubuś Puchatek? Muminki? Proszę bardzo. 

Ale obok literatury, wkroczył śląski także w sferę marketingu, reklamy. “Złe zachodnie korporacje” (i te polskie również, zresztą nie tylko korporacje) zaczęły uznawać raz po raz, że można się ze Ślązakami komunikować po śląsku. Że to nie wstyd mówić po śląsku o Coca-coli, najnowszym smartfonie czy ogłaszać rekrutację (to bardzo znamienne przykłady, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, jaka jest grupa docelowa tych komunikatów).

I może my tutaj na Śląsku już zawsze będziemy wykluczeni, inni, obcy. Może nie doczekamy uznania śląskiego za język regionalny. Może śląski wymrze, bo taki jest los małych języków. Ale za każdym razem, kiedy widzę nową książkę po śląsku, za każdym razem, kiedy widzę albo słyszę reklamę po śląsku, odczuwam małą satysfakcję. Oto znów kawałek rzeczywistości został na śląski przełożony. Oczywiście, że tego nie potrzebujemy. Okłamywalibyśmy się, gdybyśmy twierdzili inaczej. Tłumaczenie na śląski jest tłumaczeniem z definicji zbędnym, bo nie ma ludzi, którzy znaliby tylko śląski. Ale w tym zbędnym trudzie jest coś wyjątkowo pociągającego, właśnie dlatego, że po śląsku wszystko brzmi inaczej. Tylko tłumacząc, dokonując nieustannego przechodzenia między “obczyzną a ojczyzną” (jak nazywa to prof. Sławek), możemy w pełni docenić śląski. Jego bogactwo, jego piękno objawia się w tym, co nieprzetłumaczalne, tam gdzie natrafiamy na niemoc wyrażenia czegoś w tym drugim języku. 

I tej szalonej, zbędnej pracy śląskich tłumaczy (a jest nim każdy kto w tym językowym dwugłosie żyje) nikt nie może nam odebrać. Tłumaczy, którzy niczym mnisi buddyjscy, usypują śląską mandalę tylko po to, by za chwilę została starta.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza