środa, 14 grudnia 2016

Wojna się nie skończyła | "Pospół" Tomasza Pietrzaka

Czasem najwięcej widać tam, gdzie nikomu nie chce się spoglądać.


Zjeździliśmy już z A. Górny Śląsk niemalże wzdłuż i wszerz. Zaglądaliśmy do ruin kościołów, przedzieraliśmy się przez zachwaszczone cmentarze, oglądaliśmy smutne resztki pałaców. Widzieliśmy pamiątkowe obeliski z I i II wojny światowej, wypełnione zbyt obficie nazwiskami poległych. Czasem zniszczone, powycierane, czasem – zadbane i odnowione. Dwa czy trzy razy natrafiliśmy na pomnik poległych w wojnie francusko-pruskiej.

Bardzo często w tym dziwacznym zwiedzaniu towarzyszyły nam cudze spojrzenia. Ukradkowe, zza firanki, przez ramię, z bezpiecznego dystansu, nad płotem. Nigdy nie były życzliwe. Czasem bardziej zlęknione, czasem pełne wrogości. Ileż to razy byliśmy obcymi na swojej własnej ziemi.

Bo wojna się nie skończyła.


Wojna zapisana jest w lęku przekazywanym z pokolenia na pokolenia, w niechęci, ostrych kategoriach „swój versus obcy”, w przemilczeniach, poczuciu krzywdy, żalu. W tym co nienazwane, wyparte, ukryte.



A teraz ktoś napisał o tym książkę. Zamknął te doświadczenia w kilkudziesięciu bolesnych, ale i boleśnie pięknych wierszach. Tomasz Pietrzak opublikował właśnie swój tom „Pospół”, za który jestem mu niezwykle wdzięczna.

Opowiadam mu
o tym, co sam ledwo pamiętam
z czyjejś obolałej pamięci i słów

pisze Pietrzak w pierwszym wierszu „Klechdy” – i staje się to mottem wszystkiego, co następuje potem. Autor nie opowiada przecież własnych przeżyć, dopuszcza do głosu tych, którzy od dziesiątek lat milczą (Milczenie nie jest złotem, jest wstydem.), tworzy opowieści ze strzępków zdań, intuicji, gestów.

Prawdziwe piekło
Drzemie płytko,
A drzwi do niego wiodą
Przez pijane usta wuja.

I chociaż prawda jest niepoznawalna, bo minęło tak wiele czasu, bo pamięć zniekształca, wypacza, zawodzi – to wydaje się niezwykle ważne, by się zatrzymać, poznać, spróbować zrozumieć. Zwłaszcza teraz, gdy sprzeczność goni sprzeczność, a na bazie tamtych nieprzepracowanych lęków buduje się nowe antagonizmy. 



Rusa trzeba nienawidzić/ jak szczura, jest gorszy od Niemca – tak uczyła babka, jak pisze narrator. Lata minęły, a lekcja przyjęła się dobrze jak żadna inna. Nienawidzą więc: Rusków, Niemców, Ukraińców, Żydów. Wszystkich, których napotkali na swojej drodze. Wypierając się własnej historii, przeszłości, pamięci miejsc – tworzą się narodowe mity, nacjonalistyczne brednie, kłamstwa chroniące przed bezbronnością.

A autor pyta – bezczelnie niemalże, obrazoburczo:

Ilu z nas wcale nie jest z zachodu,
a ze wschodu? Były przecież dzikie tumany kurzu,

Które przewalały się przez pola i wiatropylne łona.

O tym się nie mówi. O wielu rzeczach się nie mówi. O zbyt wielu rzeczach się nie mówi.



Zazdroszczę Pietrzakowi tej niezwykłej zdolności: w kilku zaledwie zdaniach, w kilkunastu słowach zamykać sens przeżycia drugiego człowieka. Z szacunkiem, nie pobieżnie – docierając do samego sedna. 

Chciałbym już nie żyć życiem babek, pisze w jednym z wierszy. I ja wiem, że to przekleństwo. Ale ktoś musi, Tomku. Ktoś musi. Zwłaszcza, że tych, którzy chcą pytać o prawdę na temat przeszłości, a nie wymyślać ją na nowo, jest coraz mniej. 

Tomasz Pietrzak, Pospół, Instytut Mikołowski, Mikołów 2016.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz