piątek, 3 października 2014

Śląsk (prze)tłumaczony

Sierpień i wrzesień. W ciągu tych kilku tygodni Śląsk stał mi się jeszcze bliższy. Inaczej. Na nowo. Wieczorne szlaki wiodły w miejsca znane, ale częściej te nieznane. Gliwice, Bytom, Zabrze, Rudy, Opole, Opawa, Ruda Śląska. I Ostrawa, oczywiście. Ostrawa, od której to wszystko się zaczęło. Pierwszy spacer i długa rozmowa. O Śląsku właśnie. Każda kolejna uświadamiała mi, że dotychczas Śląsk był dla mnie bardziej intuicyjny niż opisywalny. Że bardziej od jego historii, faktów, rzeczy, tego, co dotykalne i doświadczalne obchodził mnie ten nieuchwytny duch, tożsamość, pamięć pokoleń, wszystko to, co niewyrażalne i nienamacalne. I nagle to się w przedziwny sposób spotkało. Mogłam słuchać, słuchać, słuchać… I dopasowywać kolejne, brakujące elementy układanki. Bo przecież wróciłam tutaj, chociaż nigdzie nie wyjeżdżałam. Wróciłam w tej chwili, w której zrozumiałam, że nie mogę, nie potrafię, nie chcę się przeprowadzić. Że to jednak znaczy więcej niż przypuszczałam: te kilkaset metrów mojej od czterech pokoleń przestrzeni, te sto lat z naddatkiem w jednym miejscu, ten kościół, na który patrzę codziennie, a w którym dziewięćdziesiąt lat temu moja prababka przysięgała miłość i wierność, by spędzić z pradziadkiem kolejne pół wieku. Wierzę, że szczęśliwie. Więc chcę tu zostać, bo tu jest moje miejsce. I tylko tutaj, mam wrażenie, ktoś może to zrozumieć.  


*
*          *

I wydaje mi się ten Śląsk, który we mnie buzuje, jednocześnie na nowo się definiując,  świadomie marginalny i nieistotny. Zawiera się w tym, co chociażby Polska (choć nie tylko) odrzuca jako bezwartościowe – być może to właśnie rodzi i podsyca nieustanne napięcie. Śląsk opowiada siebie poprzez pragmatyzm i wyważenie, a nie wzniosłe idee czy bohaterskie, tragiczne zrywy; poprzez wspólnotowość w miejsce kultu jednostki, bohatera, wybrańca i pomazańca; poprzez przemilczenia zamiast mitycznych narracji; przez zwrócenie się w stronę tego, co codzienne, przyziemne, zwykłe i zdroworozsądkowe. To nie znaczy, że nie ma na Śląsku miejsca na marzenia – ale milczy się o nich, dopóki się nie ziszczą i zawsze bierze się pod uwagę możliwe niepowodzenia. Tu nie ma miejsca na mrzonki i hurraoptymizm.

*
*          *


I jeszcze jedno. Dzisiaj rozmowa, w której o Śląsku nie padło ani jedno zdanie. A jednak to ona pozwoliła wyartykułować to, co od dłuższego czasu we mnie fermentowało. Dotrzeć do sedna nurtującej kwestii, w której dotychczas zadawałam niewłaściwe pytania. Od jakiegoś czasu wiem już, że moje postrzeganie świata, moja percepcja – jest śląska. Ukonstytuowana na bazie określonych wartości, przekonań, elementów kultury wpływa na sposób interpretowania rzeczywistości. Ale to odbieranie świata – chociaż specyficzne – jest zaledwie pierwszym etapem, po którym następuje werbalizowanie tego, co doświadczane. I tu pojawia się polszczyzna. Nie ukrywam: mniej więcej przez dziewięćdziesiąt procent czasu moja myślowa narracja toczy się po polsku, nieliczne są chwile, gdy przestawiam się na śląski. Dotychczas wydawało mi się, że może powinnam starać się to zmienić, próbować wyrażać jak najwięcej po śląsku, wzbijać się na poziom metaopisu rzeczywistości. Ale teraz dostrzegam w tym szansę, możliwość, przestrzeń wydarzania się czegoś ważnego. Bo skoro odbieram rzeczywistość po śląsku, a wyrażam ją po polsku, to znaczy, że odbywa się we mnie nieustanny proces translacji. I po raz pierwszy myślę, że może stąd bierze się specyficzna wrażliwość na język, jego niuanse, bo choć jest mi polszczyzna językiem pierwszym, to jednak w jakiś sposób obcym. Wydaje mi się, że w tym tłumaczeniu świata zawiera się tego przyczyna. I może właśnie to napięcie jest mi niezbędnie potrzebne; może ono czasami przeszkadza w życiu, ale przynajmniej pomaga w pisaniu. 

2 komentarze:

  1. nie ma miejsca na mrzonki ... Mrzonkami są autonomia naród śląski, nie mówiąc o niepodległym Śląsku. Pani chyba mało czyta fora internetowe. Poza tym należy Pani chyba do ludzi, uprawiających kult G. Śląska. Nieprzypadkowo w kręgu narodowo autonomicznym pewną karierę zrobił cytat z wywiadu z Janoschem, w którym ten mowil, że dla niego Śląsk to religia. Istnieje grupa osob, która modli się do Śląska.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowna/y Pani/e, jeśli już mam określać, do jakich ludzi należę, to z pewnością do tych, którzy szacunkiem darzą i troską otaczają swoją ojczyznę, Heimat, a ojczyzną jest w moim przypadku Śląsk. I nie ma w tym nic z kultu, dostrzegam jego wady, niedomagania, błędy. Ale to jedyna ojczyzna, jaką mam.

    Natomiast co się tyczy narodu śląskiego - trudno nazywać mrzonką kilkaset tysięcy ludzi. Ja się nią na pewno nie czuję, a jestem przecież jego częścią.

    OdpowiedzUsuń