piątek, 24 lutego 2012

(Post)modernistyczne znaczenie słów.


Kolejny raz Bauman, czytany na zajęcia. Kolejny raz o postmodernizmie. Wydawać by się mogło, że to  już wszystko jakoś we mnie uporządkowane, że przecież wiem mniej więcej, co Bauman ma do powiedzenia w tej kwestii, co mówi sam postmodernizm, a co modernizm.
            Ale to tylko wierzchnia warstwa. A skoro ją już znam, to mogę zedrzeć, i szukać głębiej. Szukać jakiegoś pulsującego punktu. I znajduję. Chwytam się rozdźwięku między tolerancją a solidarnością. Próbuję to rozgryźć, by posmakować, przetrawić. Rozmawiam o tym na zajęciach z Panią Profesor.
Tolerancja, która według Baumana jest nowoczesna, a którą w postmodernistycznym świecie zastępuje solidarność. Co oznacza, że współcześnie funkcjonują obie, jednocześnie. I że wcale solidarność nie jest lepszą wersją tolerancji. Nie zawsze może ją zastąpić. Tolerancja – pisze Bauman – jest aktem obojętności, nie wymaga zaangażowania, jest bierna. Jako relacja - jest niesymetryczna, z powodzeniem może być wyrazem wyższości. Inaczej solidarność. Solidarność wymaga aktywności, otwarcia się, zawiązania osobistej więzi, poczucia odpowiedzialności. Solidarni jesteśmy równi.
            Przykładam to do rzeczywistości i myślę o tym, że słowu „tolerancja” nadaje się przecież zupełnie inne znaczenie. Że te wszystkie mniejszości etniczne, seksualne, kulturowe, które chcą tolerancji, żądają wręcz – wołają o coś zupełnie innego. Nie zależy im na naszej obojętności. Walczą z poczuciem wyższości. A przecież w doskonałej większości mają to, czego się domagają: tolerancję właśnie.
            Ale zastanawiam się nad tym głębiej. Obracam słowa na języku. „Toleruję twoje zachowanie”. „Jestem tolerancyjny, niech robią, co chcą”. „Nie możemy tego dłużej tolerować”. I przecież to wszystko tam jest: obojętność właśnie, zamiast otwarcia się. Dystans. Pobłażanie. Wyższość. Zatem tolerancja znaczy dokładnie to, do czego odwołuje się Bauman.
            To nie słowa są nieostre. To my je takimi czynimy. Używamy ich nieuważnie i ich znaczenie staje się rozmyte. Synonimy przestają być wyrazami bliskoznacznymi, a stają się równoznacznymi. Gubią się subtelności. Dlaczego?
            Bo słowa straciły swój ciężar, odkąd można je bez trudu poprawiać, naprawiać, kasować, zamieniać, przesuwać. Wystarczy wziąć do ręki pióro, a gdy zawiśnie nad pustą kartką – słowa na powrót zaczną ważyć. Biała do oślepienia kartka i nieograniczone możliwości. Jedna szansa? Może nie, ale każdy błąd odciśnie na niej swój ślad. Każdy błąd zostanie przekreślony, ale nie usunięty. Słowa trzeba więc cyzelować w głowie, a nie cofając kursor po ekranie. A jeśli nie pióro – to maszyna do pisania. Mechaniczna bolesność słów. Oswajanie lęku, tak by upiorny stukot przerodził się w miarowy rytm myśli. Słowa, których nie da się cofnąć. Tu mają znaczenie odcienie.
            Ale dobrze: niech będzie nawet ta wirtualna kartka na ekranie komputera. Z możliwością poprawiania zdań w nieskończoność. Wystarczy zacząć pisać naprawdę, to znaczy z myślą o tym, że ktoś to przeczyta, by zacząć ważyć znaczenie słów. Odkrywam to sama, z niejakim zdumieniem. Odkąd piszę teksty, które wiem, że ktoś czyta, mam zwykle w zasięgu ręki przynajmniej dwa słowniki. Wcale nie ortograficzny. Ani nie słownik poprawnej polszczyzny. Błędów ortograficznych nie robię intuicyjnie. Błędy językowe – są mało istotne, gdy to treść jest właściwą warstwą czytania tekstu. (Nie mówię o literówkach czy braku polskich znaków: te są wyrazem lenistwa. Jedynie o nieuniknionych błędach w odmianie końcówek chociażby.) O wiele bardziej przydaje się zwykły słownik języka polskiego i słownik synonimów: by wydobyć precyzję i ostrość pojedynczych słów.
            Wtedy: pojąwszy dokładnie gęstość pojedynczych wyrazów, ich ciężar w określonych konfiguracjach, i to metodycznie – jak chemik, który zna masę atomową poszczególnych pierwiastków i wie świetnie w jakie związki wchodzi pierwiastek z innymi - wtedy dopiero można pisać jak Márai czy Jerofiejew. Tak, że pojedyncze zdanie staje się osobną powieścią. Historią. Wydarzeniem. Wykracza poza wyznaczone ramy. Żyje.         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz